
Nie jestem slim, ale bardzo real, i nie wystarczająco shady By w drodze po kwit ze sprzedanych płyt, kłaść tu nie swoje wersy Co prawda nie znikąd, i nie incognito, bo zdemaskowało mnie kino Ale na drugie, ryzyko, nie myl z celebrytą, bo ryja nie daje na wynos Coś jakby spowiedź z nabitym kałasznikowem Tych kilka szczerych zwrotek puszczonych na pierwszy ogień Nie pytałem czy mogę, bo nigdy tego nie robię Po prostu wchodzę i flaki kładę na stole Ego widocznie tak jest ogromne, że nie zmieściło się w torbie Jeszcze nie Ich Troje, ja to «ich dwoje», per «Proszę, Państwa!» mów do mnie Od małolata w formie, tego nie da się zapomnieć Życie napisało konspekt na więcej niż dwie victorie Nie no, bardzo cudownie, ale wędruje po glorię Mój wielki comeback, dla większości to początek Tabula rasa? Wątpię! Bo mam pieniądze Pieniądze, pieniądze! Ale po co pieniądze, gdy spokój w domu jest gościem? Ciepło i owszem miałem na co dzień przez ogrzewanie podłogowe Skrajne emocje przynosił ojciec w butelce wyborowej «Temu to dobrze, wszystko ma nowe, pierdolony bananowiec!» A ja chłodziłem łokieć, dzień jak co dzień, w co raz to droższym samochodzie Ból jakby fujara od samego rana! Co? Stała im w gardle Chuj mały, ale wariat, Napoleon Bonaparte Nienawiści aria, z kulami po kokardę Kisili te pogardę, jak kompleksy Hochwander Pojechałbym po bandzie, ale leżących bić nieładnie Lata po fakcie, mieć satysfakcję powinienem, bo wygrałem I co, że wygrałem, przez wszystkie wygrane mam jeszcze bardziej przejebane Kto sukcesu ojcem? Chuj, mam ważniejszy problem Jasonem Bournem, czy ja kim ja jestem w ogóle? Podobizny podobizną odbijaną w cudzych oczach? Nawet dzieciństwo miałem ulokowane w klonach Chciałem zabłysnąć, wszystko na szybko, skalpy nosić na dłoniach Jakoś tak wyszło, ni zowąd i ni stąd, że zacząłem rapować Tłukłem w domu te rapy na jumanych beatach Chciałem być taki by pokochała mnie ulica Król mitomanii, może nawet hipokryta Dziesięć kilo nadwagi chowałem w za dużych dżinsach Kładę na beat te wczorajsze łzy, odrywam od nich zawleczkę Co druga z nich napisze hit, poza tym są bezużyteczne Bo mnie nie obchodzi co tam czycha za zakrętem Na końcu każdej drogi i tak czeka na mnie hejter Co mam zrobić? Może błagać o amnestię? Szczęście mnie boli i to jest moje nieszczęście Bo Ibuprofenowi z monopolowych nie ufam tak jak kobiecie Z farmakologii przeciwbólowej uznaję tą na depresję Byłem bez broni w tej nierównej walce z lękiem Jako nowonarodzony na trzecie se dałem przester Samokontroli zawsze miałem minus pięćset Uzależniony od narkotykowych jazd Jeszcze raz Uzależniony od narkotykowych jazd nie byłem na szczęście Już mi to nie grozi, nie jestem za młody, więc nie proponuj mi kresek Po kim te skille? Dostałem ich tyle, że nie ma nas tylu w rodzinie Łba nie tleniłem, ojciec blondynem, a czemu nim nie był Eminem? Kurwa
Песен-НИКИ
Загрузка...
Похожие песни

Бигасс
SODA LUV
Ничего личного
Русский рэп201975,448

Бандана
Платина
РНБ КЛУБ
Русский рэп201859,980

Свадебное путешествие
Александр Буйнов
Острова любви
Русская эстрада199954,906

Каспий жағалауы
Azamat
Поп200134,438

Шпилька-каблучок
Лолита
Анатомия
Русская эстрада201433,308

Девочка 2D
Dead Rave
Singles 15-17
Русский рэп201828,891